Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrane dzieci

Piekary Śląskie, Świerklaniec i Tarnowskie Góry – to lokalizacje brane pod uwagę, przy otwarciu leśnego przedszkola. Idea popularna w Skandynawii, zaczyna przyjmować się w naszym kraju. Placówkę chce otworzyć Magdalena Christ, piekarzanka i wykładowczyni na Uniwersytecie Śląskim. Także z myślą o własnej córce. 

Ojczyzną leśnych przedszkoli jest Skandynawia, ale placówki cieszą się ogromną popularnością również w Niemczech i Czechach. Przybywa ich również w Polsce. Leśne przedszkole to takie, w którym dzieci  80 proc. czasu w skali roku spędzają na dworze. Zajęcia odbywają się w parku lub w lesie. Każda taka placówka ma też zaplecze: budynek, namiot sferyczny, wiatę, miejsce gdzie można się schronić. Ale przedszkolaki zbyt wiele czasu tam nie spędzają.  Na dworze zaczynają dzień, jedzą śniadanie, stałym punktem każdego dnia jest element wędrówki, czyli dłuższy spacer z pomocami dydaktycznymi i kocami. Potem wracają w pobliże bazy, żeby się posilić i odpocząć. Czas w przedszkolu mija im aktywnie, na łonie natury, którą poznają za pomocą wszystkich zmysłów. Leśne przedszkola realizują jednocześnie normalną podstawę programową. – To nie survival, leśne przedszkole musi być dostosowane do możliwości i potrzeb dzieci, które trzeba zabezpieczyć. Dlatego zależy mi na stałej bazie, dostępie do budynku, gdzie mogą wrócić, żeby się ogrzać, umyć, schronić, jeśli pogoda będzie bardzo niekorzystna. Choć według Skandynawów, nie ma złej pogody, są tylko źle ubrane dzieci – mówi Magdalena Christ. Podkreśla, że z badań wynika , że dzieci z leśnych przedszkoli znacznie mniej chorują. Nie przebywają tyle czasu w zamkniętych pomieszczeniach, więc nie zarażają się tak szybko jak w standardowych placówkach. Ruch na świeżym powietrzu poprawia ich odporność, są bardziej sprawne i samodzielne. Grupy są też zróżnicowane wiekowo i tworzą je dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Starsze rozwijają empatię, opiekę, młodsze uczą się od starszych kolegów. Szkolą umiejętności interpersonalne, uczą się współpracy. Każdego dnia jest też moment, w którym same decydują, czym chcą się teraz zająć, co sprzyja szukaniu zainteresowań.

Magdalena Christ tematykę leśnych przedszkoli zna od podszewki. Wykłada na wydziale pedagogiki i psychologii Uniwersytetu Śląskiego. Analizują plusy i zagrożenia. W przypadku Śląska to np. smog. – Ale skoro szukam miejsca blisko lasu lub parku, to placówka będzie na uboczu w porównaniu z wieloma  miejskimi przedszkolami. Kolejne to kleszcze, dzieci muszą być odpowiednio ubrane nawet latem: długie spodnie, pełne buty, zakryta szyja. W istniejących placówkach rodzice i opiekunowie bardzo na to uważają, często reagują szybciej, niż gdy dziecko wraca z kleszczem ze spaceru – zaznacza pomysłodawczyni.

Wokół tematu dzieje się wiele dobrego. Powstają nowe placówki, zainteresowanie nimi rośnie. – Rodzice są bardziej świadomi i szukają innej oferty, niż w standardowych przedszkolach. Moja córka w październiku przyszłego roku będzie miała trzy lata i chciałabym, żeby chodziła do leśnego przedszkola, to dla mnie dodatkowa motywacja do działania – podkreśla.

Na razie w grę wchodzą 4 lokalizacje, wokół których prowadzone są lub będą rozmowy: Piekary Śląskie, Świerklaniec, Tarnowskie Góry, Katowice. Magdalena Christ chciałaby zamknąć temat bazy w styczniu, bo w marcu zaczynają się zapisy do przedszkoli. – Bywały takie placówki, które otwierano zbyt późno, czyli przed wakacjami. Wtedy większość rodziców już zgłosiła dzieci do innych przedszkoli – zaznacza. W Mysimkróliku, bo tak ma się nazywać leśne przedszkole, zajęcia mają ruszyć we wrześniu, ale wcześniej będą tam wydarzenia dla całych rodzin, a może nawet półkolonie. Taki jest plan.

Grupa ma liczyć od 15 do 25 dzieci. Będzie nad nią czuwać 3 opiekunów. Trudno w tej chwili mówić o kosztach. Na punkt przedszkolny można dostać dotacje z gminy, Christ będzie się też starała o fundusze unijne.  – Interesowałam się tym i rozrzut jest olbrzymi. Od 500 zł w Białymstoku, do 1200 w Warszawie. Zależy mi, żeby zminimalizować koszty, żeby przedszkole było dostępnie nie tylko dla wybranych, ale dla tych, którzy chcą, żeby właśnie tam uczęszczały ich dzieci – zapowiada.

 

Alicja Jurasz

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.