Teoria koronaspisku. Dlaczego nie wierzymy w pandemię?

Od obsesyjnego sprawdzania najświeższych informacji i dezynfekcję wszystkiego wokół, po wiarę w ogólnoświatowy spisek i przekonanie, że pandemii nie ma. Choć koronawirus wywołuje skrajne reakcje, tym, co nas łączy, jest zmęczenie wielomiesięcznym stresem.

Pojawiają się opinie, że pandemia jest wielkim testem psychologicznym, a obecne doświadczenia staną się cennym materiałem do badań. Pierwsze wioski nasuwają się już teraz. Gdy odnotowywaliśmy kilkanaście czy kilkadziesiąt przypadków COVID-19 dziennie, perspektywa kontaktu z ludźmi w sklepie czy miejscu pracy wywoływała strach niewspółmiernie większy od tego, który odczuwamy obecnie, gdy zachorowań jest prawie tysiąc razy więcej.

Przyzwyczajenie? – Po części tak, ale również naturalna obrona przed długotrwałym stresem w walce z zagrożeniem, którego nie sposób zobaczyć ani kontrolować. Zwłaszcza że póki co nie wiadomo, kiedy wreszcie wrócimy do normalności – zauważa Mirosława Franiel-Zdolska, psycholog, psychoterapeuta i certyfikowany asystent psychodramy z NZOZ “Śródmieście” w Tarnowskich Górach.

Pandemia strachu

Pomniejszanie problemu, wyparcie, zaprzeczenie – to sposoby na radzenie sobie ze strachem, który nam towarzyszy od kilku miesięcy. Niektórzy boją się choroby i jej skutków, obawiają się o bezpieczeństwo bliskich, inni boją się przyszłości i ekonomicznych następstw pandemii.

– Uważam, że to właśnie lęk, bunt i opór psychologiczny leży u podstaw teorii o wymyślonej pandemii, która ma na celu odwrócenie uwagi od  informacji zagrażających naszemu poczuciu bezpieczeństwu. I mimo że coraz więcej osób z bliskiego otoczenia zapada na COVID, tzw. koronasceptycy uparcie twierdzą, że problem nie istnieje – wyjaśnia psycholog.

– Poważnym obciążeniem dla każdego z nas jest brak kontroli nad sytuacją. Możemy jedynie stosować się do narzuconych ograniczeń i czekać. Stąd kolejna skrajna postawa: obsesyjne sprawdzanie najnowszych doniesień o liczbie zakażeń, oglądanie kilku serwisów informacyjnych dziennie i zamęczanie bliskich dyskusjami o koronawirusie. Faktem jest, że rozmowa to dobra forma wyzbycia się negatywnych emocji, a wiedza daje poczucie kontroli nad sytuacją. Łatwo jednak przekroczyć granicę.

Staliśmy się krajem biegaczy

Nagle tęsknimy za znajomymi, których nie widzieliśmy od lat. Marzymy o spacerze bez maseczki, choć wcześniej nie byliśmy entuzjastami wędrówek i z tęsknotą spoglądamy na buty do biegania, które założyliśmy może dwa razy. Skąd ta zmiana?

– To, czego doświadczamy, można wytłumaczyć opisaną w psychologii społecznej regułą niedostępności. Mówi o tym, że znacząco wzrasta atrakcyjność tego, co jest albo wydaje nam się być niedostępnym. W efekcie wcześniej niedoceniane, a teraz odebrane nam małe, codzienne przyjemności urastają do rangi bardzo pożądanego, wręcz cudownego doświadczenia, za którym bardzo tęsknimy – opowiada Mirosława Franiel-Zdolska.

Stąd też bunt przeciwko ograniczeniom. Nie lubimy poczucia braku wpływu, swobody i możliwości podejmowania decyzji. Łakniemy kontaktu z drugim człowiekiem i rozrywek, które teraz w większości musimy organizować sobie sami, we własnych czterech ścianach.

Covidowe rozwody

Mówiąc o braku kontaktu, zwykle nie mamy na myśli naszych domowników. Nieraz jest go aż nadto. – Nagle zostaliśmy pozbawieni prywatnej przestrzeni, możliwości realizacji niektórych pasji, odskoczni od domu i rodzinnych obowiązków. Więcej przebywamy z dziećmi i naszymi partnerami, co może rodzić napięcia. Pozwala dostrzec wady drugiej strony, a w efekcie może stać się źródłem poważnych konfliktów – wyjaśnia psycholog.

Problem dotyczy również dzieci i młodzieży, pozbawionej możliwości nieograniczonego kontaktu z rówieśnikami i stawiającej czoła zdalnemu nauczaniu. – Nawet dorośli potrzebują dużej samodyscypliny, by efektywnie pracować z domu. Tym bardziej uczniowie mogą wymagać pomocy ze strony dorosłych, aby właściwie zorganizować sobie zdalną naukę. Stwórzmy wspólnie przestrzeń do pracy i w miarę możliwości wyeliminujmy “rozpraszacze”, które powodują, że nauka kończy późnym wieczorem. Pomocnym rozwiązaniem może być ustawienie domowych “dzwonków na lekcje”. Na przykład w formie przypominaczy w komórce. Oraz ustalenie wraz z dzieckiem czasu na odrabianie pracy domowej o wyznaczonej godzinie – podpowiada psychoterapeuta.

– Przed nami trudny czas, dlatego bądźmy wyrozumiali, również dla siebie. Pozwólmy sobie na emocje, chwilę słabości, sprawmy sobie małą przyjemność. Zróbmy coś, na co wcześniej brakowało czasu. Ale też rozmawiajmy z bliskimi. Według badań nawet 3 minuty rozmowy o tym, jak drugiej osobie minął dzień, powodują, że ktoś czuje, że jest dla nas ważny. A tego teraz bardzo potrzebujemy – podsumowuje psycholog.

Agnieszka Gabała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.