Polski rodzic nie hartuje swojego dziecka

Spacer często pomaga udrożnić zakatarzony nosek, a dodatkowy sweter przynosi więcej szkody niż pożytku. Mimo to Polacy wciąż boją się hartować swoje dzieci.

Puchowa kurtka, szal, czapka, rękawiczki, gruby sweter i getry pod spodnie – to zestaw obowiązkowy, gdy mróz trzaska za oknem. A co jeśli temperatura oscyluje powyżej zera? Odpowiedź mieszkańców Wielkiej Brytanii czy krajów skandynawskich oburzyłaby niejednego polskiego rodzica. Nasi rodacy nieraz opowiadają o angielskich maluchach biegających po ulicach z “gołą szyją” i – o zgrozo! – bez nakrycia głowy, podczas gdy sami trzęśli się z zimna. Brak odpowiedzialności? A może wzmacnianie odporności?

Mamo, za ciepło!

Wielu rodziców uważa, że maluch powinien być ubrany cieplej niż osoba dorosła. – To nie do końca prawda. Rzeczywiście, w przypadku niemowląt obowiązuje zasada, że maluszkowi należy założyć jedną warstwę odzieży więcej. Jednak starsze dzieci już tego nie wymagają – a tym energicznym pocenie się w zbyt grubym, krępującym ruchy ubraniu może dodatkowo zaszkodzić – zaznacza specjalista pediatrii dr n. med. Agnieszka Jędzura. – Oczywiście mówimy tu o dzieciach zdrowych, niecierpiących na zaburzenia odporności, bez predyspozycji do chorób hematologicznych.

Ochrona przed zimnem nie oznacza, że dziecko należy od niego całkowicie odizolować. Zima to równie dobry czas na aktywność na świeżym powietrzu co lato – pod warunkiem że zadbamy o odpowiedni ubiór. A każde kolejne wyjście powoduje, że maluch lepiej znosi niskie temperatury. – Warto też zwrócić uwagę na to, jaka temperatura panuje w naszych domach i jak w tym otoczeniu ubrane jest dziecko. Zasada “im cieplej, tym lepiej” nie zawsze się sprawdza – podpowiada dr Jędzura.

Przedszkolaki pod ochroną

Kolejny mit to przeświadczenie, że przeziębiony maluch nie powinien wychodzić z domu. I choć choroba chorobie nierówna, gdy gorączki brak, w wielu przypadkach spacer pozytywnie wpływa na samopoczucie. – Doskonałym przykładem jest katar, z którym niektóre maluchy borykają się przez cały okres jesienno-zimowy. Jeżeli stan dziecka nie jest poważny i nie wymaga podawania silnych leków, świeże powietrze pomaga udrożnić zatkany nos i ułatwia oddychanie – wyjaśnia dr Jędzura. – Podobnie w przypadku kaszlu. Gdy nie ma zmian osłuchowych, a kaszel jest tylko konsekwencją “spływającego” kataru lub alergii, można wyjść z domu. Oczywiście, zachowując umiar i zdrowy rozsądek.

Wśród tych najbardziej “przezornych” prym wiodą rodzice przedszkolaków i podopiecznych żłobków. Gdy maluchy zaczynają chorować, ich opiekunowie wolą “dmuchać na zimne”. Jednak w żłobku i przedszkolu dzieci przygotowują się do nauki w szkole nie tylko w kwestii zdobywania wiedzy czy współistnienia w grupie rówieśników. Odporności uczą się też ich młode organizmy.

– By wzmacniać układ immunologiczny, przede wszystkim trzeba utrzymywać reżim zdrowych nawyków. Wciąż walczymy z epidemią otyłości, mówimy o braku aktywności fizycznej. Bez zdrowej, zbilansowanej diety żadne hartowanie nie przyniesie zamierzonych efektów – podsumowuje dr Jędzura.

Agnieszka Gabała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.