Pierwszy słoik z pieniędzmi

Płacisz dziecku za umycie samochodu? A może za dobre oceny? Jeśli będziesz konsekwentny, możesz nauczyć malucha przedsiębiorczości.

Market, dział z zabawkami. Na podłodze wniebogłosy krzyczy dziecko, nad którym próbuje zapanować wyraźnie zakłopotany rodzic. Przyczyna? Maluch właśnie dowiedział się, że nie dostanie kolejnej zabawki, bo w tym miesiącu domowy budżet jest ograniczony. Z boku słychać komentarze o rozpieszczonym dzieciaku i nieporadnych opiekunach. A może problem tkwi gdzieś indziej? Może już nadszedł czas, by zacząć oswajać pociechę z zagadnieniem wartości pieniędzy i pracy, jaką należy wykonać, by je zdobyć?

Warto spróbować, zwłaszcza że dzieci z pieniędzmi stykają się bardzo wcześnie. Mimo to około 4. roku życia nie są jeszcze w stanie rozróżnić ich wartości ani nauczyć się nimi gospodarować. Monety i banknoty postrzegają jako zbiór przedmiotów, których w zależności od ich liczby może być mniej lub więcej.

– Jednak okolice 6.-7. roku życia, kiedy dziecko idzie do zerówki lub do szkoły, to już dobry czas na rozpoczęcie “domowych lekcji przedsiębiorczości”. Wtedy wzrastają potrzeby małego człowieka, który zaczyna zwracać uwagę na zabawki czy gadżety, jakie przynoszą ze sobą inne dzieci i też chciałby je mieć. Dlatego to tak istotne, by w tym czasie tłumaczyć, że pieniądze tak po prostu nie wypadają z bankomatu ani cudownie nie rozmnażają się w portfelu mamy – zaznacza psycholog Marta Serafin-Czaja z Powiatowej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Tarnowskich Górach.

Z kolei mechanizm zarabiania i wydawania pieniędzy czy wartości konkretnych nominałów zwykle rozumie już przeciętny 8-9-latek. W tym wieku można też zacząć powoli wprowadzać dziecko w arkana domowego budżetu. Nie po to, by ujawniać, ile zarabiają rodzice, ale np. uzmysławiać, że woda w kranie nie płynie za darmo, przedszkole też nie jest darmowe, a internetu nie przywiewa wiatr.

“Zarabianie” w domu

Płacenie dziecku za wykonywanie prac domowych wzbudza kontrowersje wśród rodziców. Przeciwnicy takiego rozwiązania argumentują, że im za sprzątanie nikt nie płaci, zatem młodsi domownicy też powinni mieć obowiązki, które wypełniają bezinteresownie. – I jest w tym dużo racji. Jednak bez namacalnego przykładu nie jesteśmy w stanie nauczyć dziecka gospodarowania pieniędzmi i pokazać, że zarabianie i oszczędzanie wymaga pracy i wyrzeczeń. Dlatego uważam, że dobrym rozwiązaniem mogłoby być płacenie tylko za niektóre, dodatkowe prace. W ten sposób dziecko może “zapracować” np. na wymarzoną grę – podpowiada psycholog. U młodszych dzieci pieniądze można zastąpić żetonami, za które maluch “kupi” dodatkowy czas przeznaczony na oglądanie bajek czy inne przyjemności.

W myśl popularnego twierdzenia, że szkoła dla dzieci jest obowiązkiem tak jak praca dla dorosłych, część rodziców płaci swoim pociechom również za dobre oceny. I o ile przeciętny uczeń powinien wiedzieć, że uczy się przede wszystkim dla siebie, to w przypadku dzieci z trudnościami drobna nagroda finansowa może być skuteczną formą motywacji. – Dla uczniów, którzy bardzo ciężko pracują na dwójki i trójki, ocena nie jest żadną nagrodą. Zdarza się, że po godzinach spędzonych nad książkami, w szkole zamiast pochwały za drobne postępy słyszą słowa krytyki. Dlatego dorzucenie do skarbonki kilku złotych może być formą uznania i zachęty do dalszej nauki. A przy okazji – wstępem na nauki oszczędzania – wyjaśnia Marta Serafin-Czaja.

Ziarnko do ziarnka…

A jeśli o oszczędzaniu mowa, młodsze dzieci często cieszą się z samego faktu posiadania pieniędzy. Dostają je bardzo wcześnie w formie prezentu, dlatego warto zachęcić malucha do odkładania drobnych sum. Zamiast tradycyjnej świnki ciekawym rozwiązaniem jest zorganizowanie skarbonki w przezroczystym słoiku, tak by dziecko widziało, jak po dokonaniu zakupu ubywa banknotów i bilonu. Z kolei pierwsze, drobne kieszonkowe może otrzymywać już 6-latek.

Pojawia się też pytanie, do jakiego stopnia kontrolować to, jak dziecko planuje spożytkować swoje oszczędności. Zdaniem psychologa nadmierna kontrola zmniejsza poczucie wartości i prowadzi do braku samodzielności. Co nie oznacza, że dziecka nie należy bacznie obserwować i ingerować, kiedy będzie to konieczne. Ważne jednak, by maluch dokonywał własnych wyborów i miał okazję na własnej skórze odczuwać ich konsekwencje.

– Poważnym błędem popełnianym przez dziadków jest dawanie wnukom drobnych kwot, gdy wydają już wszystkie swoje “zaskórniaki”. W ten sposób nauka oszczędzania nie przynosi efektu, a maluch ma poczucie niesprawiedliwości wobec rodziców. Cała rodzina powinna w tym zakresie ze sobą współpracować – podkreśla Marta Serafin-Czaja.

Nastolatkom można dawać już większe kwoty, z zaznaczeniem że co miesiąc część muszą przeznaczyć na bieżące wydatki, jak np. bilet miesięczny czy rachunek za telefon. Dobrym rozwiązaniem są też konta oszczędnościowe dla młodych ludzi.

– Najważniejsze to nie dawać dziecku pieniędzy bezwiednie i na wszystko, czego tylko zechce – nawet jeśli nas na to stać. W przeciwnym razie wychowamy roszczeniowego młodego człowieka, który w dorosłe życie wejdzie bardzo rozczarowany. Zarówno wysokością wynagrodzenia, jakie zaoferuje mu pierwszy pracodawca, jak i faktem, że na niezależność finansową trzeba ciężko zapracować – podsumowuje psycholog.

Agnieszka Gabała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *