Pacjenci coraz więcej dopłacają do wyrobów medycznych

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, ile pacjenci muszą dopłać do wyrobów medycznych, na które mają zlecenie. Okazuje się, że coraz więcej, a państwo nie zauważa wzrostu cen.

Jak podaje NIK, limity finansowe stosowane przez NFZ nawet od 10 lat pozostają niezmienione. Pomimo wzrostu kosztów zaopatrzenia w wyroby medyczne wydawane na zlecenie, minister zdrowia nie zmieniał limitów ich finansowania. W przypadku niektórych wyrobów medycznych limity są takie same od 2009 r. (np. na pieluchomajtki czy wkładki uszne wykonywane indywidualnie), a dla kilku innych limit ten został jeszcze obniżony. Przykładem są wózki inwalidzkie ręczne (obniżka limitu o 200 zł) czy materace przeciwodleżynowe (obniżka o 150 zł). To oznacza, że coraz bardziej od kondycji finansowej pacjenta zależy, w jaki sposób będzie rehabilitowany, czy otrzyma wózek inwalidzki a jeśli tak, to jaki, a nawet jaką otrzyma zastawkę serca. Jak twierdzą kontrolerzy słabo sprawdza się też system nadzoru nad rynkiem wyrobów medycznych.

Kto płaci?

Na dodatek to, ile pacjent musi dołożyć, zależy od miejsca zamieszkania. Na Śląsku nie jesteśmy jeszcze w najgorszej sytuacji. NIK wyliczyła, że mieszkańcy naszego województwa średnio dopłacają do wyrobów medycznych dwa razy mniej niż np. pacjenci z województwa pomorskiego (lata 2014-2017). Najwięcej do wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie dopłacali pacjenci przy kupnie aparatów słuchowych (prawie 47 proc. wszystkich dopłat), a najmniej w przypadku okularów, soczewek.

Dosyć, że trzeba płacić, to jeszcze nie ma gdzie kupić. Sklepy handlujące wyrobami medycznymi rozmieszczone są nierównomiernie, a NFZ nie ma wpływu na to, gdzie są zlokalizowane i co oferują.  Np. w województwie śląskim było o ponad 40 proc. więcej miejsc, gdzie można się było zaopatrzyć w sprzęt ortopedyczny niż w województwie mazowieckim, chociaż w tym drugim liczba mieszkańców jest większa.

(eka)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.