Niejadek podpatruje rodziców

Maluchy nieraz do posiłku zasiadają przed telewizorem lub z ulubioną zabawką. Tak dużo łatwiej je nakarmić, zwłaszcza warzywami. W ten sposób też zjadają więcej, bo same jadłyby niebezpiecznie mało. Tylko czy na pewno?

Maluch z apetytem to żaden problem. Gorzej, gdy nad miseczką zasiada niejadek, z którym trzeba prowadzić walkę o każdą łyżeczkę. Wtedy zwykle zaczynają się prośby, czasem groźby i nerwy rodziców zaniepokojonych faktem, że dziecko je mało – a już na pewno mniej niż jego rówieśnicy.

Ile maluch powinien zjeść?

– W przypadku dziecka zaleca się przyjmowanie 4-6 posiłków dziennie, w tym 3 głównych. Rodziców, którym nie daje spokoju, czy ich dziecko je wystarczająco, można odesłać do norm żywienia dostępnych na stronie Instytutu Żywności i Żywienia. Tam można znaleźć informacje na temat zapotrzebowania na energię dzieci z podziałem na grupy wiekowe. Jednak nie jestem zwolenniczką wyliczania kalorii w diecie dziecka. Jeśli jest zdrowe i prawidłowo się rozwija, warto zaufać intuicji – radzi dietetyk Anna Orzeł-Nejman, właścicielka Gabinetu Dietetycznego w Tarnowskich Górach.

I dodaje, by malucha jak najwcześniej zachęcać do samodzielnego jedzenia. Początkowo rączkami, zatem warto przygotować się, że obiad nie pozostanie jedynie na talerzu, ale to pierwszy krok, by jedzenie stało się przyjemnością. Co nie oznacza, że posiłek powinien być zabawą. Rozpraszanie malucha bajką może spowodować, że w przedszkolu czy na wakacjach zjedzenie posiłku bez telewizora będzie praktycznie niemożliwe. – Stół w kuchni czy jadalni to idealne miejsce do spokojnego jedzenia. Dziecko będzie świadome tego, co zjadło i nauczy się rozróżniania stanu głodu od sytości. Podczas oglądania bajki dzieci są często nieświadome, że już dawno się nadmiernie przejadły. A to jeden z czynników prowadzących do nadmiernej masy ciała – przestrzega dietetyk.

Co z tym mlekiem?

Upodobania smakowe zmieniają się wraz z wiekiem – również w przypadku dzieci. Według badań dopiero stopniowe podawanie określonego produktu, nawet 10-15 razy, prowadzi do jego akceptacji. Jeśli niejadek grymasi przy konkretnej potrawie, nie warto od razu się zniechęcać, bo wkrótce nielubiane danie może stać się tym ulubionym. Ważne, by do codziennego jadłospisu stale wprowadzać nowe produkty, zaspokajając zapotrzebowanie na składniki niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka – w tym wapń.

– Pomimo wielu kontrowersji na ten temat, mleko i produkty mleczne stanowią najlepsze źródło wapnia. Zaleca się, aby małe dzieci spożywały ok. 2-3 porcje produktów mlecznych w ciągu dnia. 1 porcja to: 200 ml mleka, 150 g jogurtu naturalnego, 30 g żółtego sera czy 200 g twarogu – wymienia Anna Orzeł-Nejman. – Dzieciom, które nie tolerują produktów mlecznych, powinniśmy dostarczać wapń z innych źródeł, szczególnie roślinnych, takich jak brokuły, sezam, pomarańcze, daktyle, a przede wszystkim mleka roślinne wzbogacane w wapń, na przykład sojowe czy migdałowe. Wchłanianie wapnia ułatwia witamina D, dlatego tak ważna jest jej suplementacja.

Tłuszczyk nie taki straszny

Dla maluchów nieodpowiednie są ubogie w składniki odżywcze produkty typu light. Nie zawierają tłuszczu niezbędnego do prawidłowego wchłaniania witamin A i D, za to w ich składzie spotkamy sztuczne substancje chemiczne i słodziki.

A jeśli o tłuszczu mowa – stwierdzenie, że im mniej tłuszczu, tym lepiej, nie jest właściwe. O to zarówno w przypadku dorosłych, jak i dzieci. – Obok białka i węglowodanów to podstawowy makroskładnik naszej diety, potencjalny budulec tkanek, nośnik witamin ADEK, konieczny do właściwej pracy układu nerwowego, rozwoju oczu i mózgu. W przypadku dzieci powinien stanowić 30-35 proc. dziennej racji pokarmowej. Warto jednak zwrócić uwagę na jakość i stosunek tłuszczu roślinnego do zwierzęcego, nienasyconego do nasyconego. A także na proporcje kwasów omega-6 i omega-3. Tłuszcze nienasycone, których źródło stanowią głównie oleje roślinne i tłuste ryby morskie, są niezbędne. Organizm nie jest w stanie sam ich zsyntetyzować – wyjaśnia dietetyk.

Słodycze popijane soczkiem

Zbilansowana dieta to także odpowiednie nawodnienie organizmu. Podstawowym płynem podawanym dziecku powinna być woda, oczywiście niesmakowa. Dietetyk podpowiada, że domowe kompoty to też dobry pomysł, ale nie w zastępstwie wody. Za to z soków z czystym sumieniem polecić można tylko te samodzielnie wyciskane, podane najpóźniej pół godziny od wyciśnięcia. – Na sklepowych półkach znajdziemy cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, sztuczne aromaty, a także zbyt duże ilości fruktozy. Uwaga na granulowane herbatki – zachęcam do czytania etykiet, bo ich skład często pozostawia wiele do życzenia – podkreśla Anna Orzeł-Nejman.

O ile często trudno zachęcić malucha do spożywania wartościowych produktów, o tyle do słodyczy żadnego niejadka nie trzeba namawiać. I choć do zdrowych przekąsek nie należą, trudno też zakazywać ich całkowicie. – Jestem zwolenniczką zdroworozsądkowego podejścia do tego tematu. Słodycze mogą pojawiać się w domu sporadycznie. Niektórzy rodzice częstują nimi dzieci tylko raz w tygodniu, np. w weekend, co wydaje się być trafionym pomysłem. Sama jestem miłośniczką słodkości w wersji fit, domowej roboty, również dla dzieci. Taką przekąskę warto przyrządzić razem ze swoją pociechą – zachęca Anna Orzeł-Nejman. – Pamiętajmy, że dziecko to uważny obserwator. Jeżeli będzie widziało dorosłych “opychających się” słodyczami, a samo usłyszy zakaz, niełatwo będzie go wyegzekwować. Za to jeśli my, rodzice, będziemy odżywiać się zdrowo, na naszych talerzach często będą gościć warzywa i owoce, zwiększamy szanse, że właśnie takie upodobania i nawyki przejmą nasze pociechy.

Agnieszka Gabała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *