Nie bójmy się pierwszej pomocy

Po pierwsze – trzeba zareagować. Po drugie – wiedzieć, w jaki sposób. To reguły dotyczące udzielania pierwszej pomocy. Statystyki wciąż pokazują, że wciąż można zrobić więcej i uratować więcej osób. Najlepiej, gdyby pierwszej pomocy dzieci mogły uczyć się już w szkole.

– Na 800 zawałów, które zdarzają się na ulicy, udaje się uratować 200 osób. Reszta umiera, bo w społeczeństwie dalej pokutuje przekonanie, że jeśli ktoś leży na ulicy, musi być pijany – stwierdza Ilona Koptyńska, pielęgniarka i od wielu lat instruktorka pierwszej pomocy. – Myślę, że rośnie świadomość, jak ważna jest umiejętność udzielania pierwszej pomocy. Ale czy jest więcej chętnych, żeby taką wiedzę zdobyć? Chyba wciąż tyle samo. Szybciej przyjdzie na szkolenie osoba, która przekonała się na przykładzie najbliższych, jak ważna jest pierwsza pomoc. Ale są osoby, które błędnie zakładają, że nigdy nie będzie im to potrzebne – dodaje. Za nieudzielenie pierwszej pomocy grozi do trzech lat więzienia.

Ratowanie życia to nie tylko resuscytacja krążeniowo-oddechowa, ale też zwykłe wezwanie karetki i reakcja na ludzką tragedię. Dlaczego ludzie boją się pomagać? – Bardziej ze strachu, niż obojętności. Obawiają się, że zrobią coś źle, że zaszkodzą. A Kodeks karny jasno mówi, że musimy udzielić pomocy, bo grożą nam konsekwencje prawne.  Z drugiej strony chroni nas, gdyby coś poszło źle. Nawet jeśli coś zniszczymy – okno, przetniemy pasy czy ubranie nie będzie z tego tytułu konsekwencji. Także wówczas, gdy poszkodowany umrze, bo potrzebna była pomoc, której nie byliśmy w stanie udzielić – zaznacza Ilona Koptyńska.

– Na szkoleniach zawsze zastanawiamy się, jaki jest powód tego, że się nie pomaga. Wiele osób kiedy widzi, że inni reagują, uznaje, że nie są już potrzebne. To błąd, bo może nasza wiedza lub umiejętności akurat mogą być  przydatne – dodaje Dariusz Smieszkoł, pielęgniarz i instruktor pierwszej pomocy. 

ICE i koperta życia

Cena podstawowego kursu wynosi 150 zł.  Jeśli już ktoś wybierze się na szkolenie, musi pamiętać, że wiedzę i umiejętności trzeba trenować, żeby można było z nich skorzystać w odpowiednim momencie. Najlepiej raz, a nawet dwa razy w roku. Świetnym miejscem, w którym warto umieścić tzw. algorytm udzielania pierwszej pomocy, są drzwi lodówki. W ten sposób będziemy często przypominać sobie podstawowe zasady. W lodówce są też umieszczane tzw. koperty życia. Są w niej dane dotyczące schorzeń i zażywanych lekarstw. W sytuacji zagrożenia życia koperta staje się ważnym źródłem informacji dla ratowników medycznych. Ułatwić ratunek mogą też karty ICE w portfelu, z imieniem, nazwiskiem i numerem kontaktowym najbliższych osób, które mogą udzielić informacji ratownikom. Można też zapisać w telefonie kontakt do tych osób pod hasłem ICE. 

Coraz częściej w miejscach publicznych dostępne są tzw. AED, czyli automatyczne defibrylatory.W Tarnowskich Górach są m.in. w urzędach, ZUS, parku wodnym czy na dworcu autobusowym. Urządzenie wydaje impuls elektryczny, który ma pobudzić akcję serca. Nasi rozmówcy przekonują, żeby nie bać się go używać. – To bardzo bezpieczne urządzenie, wystarczy słuchać, co  mówi i stosować się do tych poleceń. To ono decyduje czy defibrylacja, jest konieczna, czy nie. Podczas szkoleń mamy takie urządzenie. Uczestnicy mogą przekonać się, jak się z nim pracuje – mówi Dariusz Smieszkoł.

Zacznijmy od szkół

Ratowaniem życia rządzi się kilka podstawowych zasad. Zanim przystąpimy do akcji, oceńmy własne bezpieczeństwo. Upewnijmy się, że na miejscu zdarzenia nie grozi nam np. potrącenie. Potem sprawdźmy, czy osoba poszkodowana jest przytomna. Następnie wybierzmy z przechodniów osobę, która nam pomoże, np. dzwoniąc po karetkę. Kolejny krok to udrażnianie dróg oddechowych poszkodowanego i sprawdzenie, czy oddycha. W razie ustania oddechu wzywamy pogotowie. Następnie przechodzimy do resuscytacji krążeniowo-oddechowej, czyli uciskamy 30 razy klatkę piersiową, po czym wykonujemy dwa wdechy i tak na zmianę. – Podstawą jest nasze własne bezpieczeństwo. Jeśli ratujemy kogoś obcego, a nie mamy maseczki do prowadzenia oddechu, możemy poprzestać na samych uciskach klatki piersiowej – tłumaczy Ilona Koptyńska. Dodaje, żeby pamiętać o godności człowieka. Jeśli ratujemy kobietę i trzeba ją rozebrać, można zrobić to tak, żeby nie leżała na ulicy półnaga.

Nasi rozmówcy zachęcają do udziału w szkoleniach. – Pod koniec kursu czuję satysfakcję. Cieszę się, że tyle nowych osób wie, jak pomóc i nie przedzie obojętnie na ulicy. Dzięki temu czuję się bezpieczniej – zaznacza Dariusz Smieszkoł. – Pierwszej pomocy powinno się obowiązkowo uczyć w szkołach, zwłaszcza że dzieci świetnie przyswajają wiedzę. Wiem, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy wyposażała szkoły w dmuchane fantomy do ćwiczeń, także w Tarnowskich Górach – dodaje Ilona Koptyńska.

Fundacja WOŚP od wielu lat bezskutecznie zwraca się do Ministerstwa Edukacji Narodowej o wprowadzenie obowiązku nauki pierwszej pomocy. W 2012 roku złożyła propozycję podstawy programowej. Wnioskowała w niej o 32 godziny lekcyjne w sumie w trakcie nauki w klasach 1-3.

Alicja Jurasz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.