Cesarka raz!

Każda kobieta boi się porodu. Przy pierwszym dziecku to strach przed nieznanym, przy kolejnym efekt wcześniejszych doświadczeń, prawie zawsze – obawa przed bólem. Gdy znieczulenie wciąż jest luksusem, coraz więcej pacjentek nalega na cesarkę.

Od kilku dekad procent porodów zakończonych cesarskim cięciem w stosunku do tych przebiegających siłami natury stopniowo wzrasta.

– Kiedy zaczynałem pracę, cesarskie cięcia przeprowadzano przy ok. 15% porodów. Obecnie to blisko 50% w skali kraju, w naszej placówce – 37%. To niepokojące dane, zwłaszcza że jest to poważny zabieg obarczony ryzykiem powikłań. Przeprowadzany ze wskazań medycznych jest koniecznością, jednak decyzję o tzw. cesarce na żądanie warto dokładnie przemyśleć – podkreśla lek. med. Dariusz Piecha, kierownik Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Piekarskim Centrum Medycznym.

Mniejsze zło?

Rachunek jest prosty: poród siłami natury trwa kilka do kilkunastu godzin. Cesarskie cięcie maksymalnie godzinę – bez skurczów, bólu porodowego, parcia. Z drugiej strony po porodzie siłami natury zwykle po paru godzinach kobieta może zająć się noworodkiem, a po 2-3 dniach wrócić do domu. Rekonwalescencja jest trudniejsza po nacięciu krocza – zabiegu, który na szczęście przestaje być standardem. Po cesarskim cięciu pozostaje szeroka, ok. 15 cm rana – zdarzają się stany zapalne, w pierwszych tygodniach doskwiera ból przy poruszaniu się, a powrót do pełnej sprawności może trwać nawet miesiąc.

– Niejednokrotnie po cesarskim cięciu poród siłami natury jest niemożliwy. Każde kolejne cięcie jest trudniejsze i obarczone większym ryzykiem okołooperacyjnym – zaznacza dr Piecha. – Pacjentki, które nalegają na przeprowadzenie cesarskiego cięcia, często nie posiadają wiedzy na temat skutków zabiegu. Niestety, lekarzom wciąż brakuje czasu na szczerą rozmowę – również na temat dostępnych i skutecznych metod uśmierzania bólu podczas porodu.

W poszukiwaniu znieczulenia

Zmniejszenie dolegliwości bólowych o 80-90% – to efekt działania znieczulenia zewnątrzoponowego, najbardziej skutecznej i jednocześnie inwazyjnej formy uśmierzania bólu porodowego. – Poród ze znieczuleniem jest mniej stresujący dla matki i dziecka. Pacjentki odczuwają skurcze, jednak są one dla nich akceptowalne. Dzięki temu są bardziej zrelaksowane i aktywne: chętnie chodzą, korzystają z piłek, nie boją się badania – wymienia dr n. med. Jarosław Kurak, anestezjolog z Piekarskiego Centrum Medycznego.

Ze znieczulenia może korzystać przeważająca większość kobiet, głównym przeciwwskazaniem są zaburzenia krzepnięcia. Dlaczego więc nie jest standardem w każdym szpitalu? Odpowiedź jest prosta: brak środków na zatrudnienie wystarczającej liczby anestezjologów. – W naszej placówce o każdej porze na oddziale jest specjalista, który może podać pacjentce znieczulenie zewnątrzoponowe – informuje dr Kurak. – Działa też poradnia anestezjologiczna, dlatego zachęcam pacjentki, by porozmawiać z anestezjologiem jeszcze przed porodem, również o stereotypach na temat bolesności czy szkodliwości znieczuleń.

Ulgę przyszłym mamom przynosi się też poprzez masaż, środki farmakologiczne czy neurostymulację. Do tego dochodzi nowoczesny sprzęt. – Fotele ginekologiczne umożliwiają poród w kilku różnych pozycjach. Pacjentki korzystają z drabinek, piłek, materacy, wanny porodowej – wymienia dr Piecha.

W przypadku braku przeciwwskazań medycznych przyszła matka powinna mieć możliwość ustalenia planu porodu i skorzystania z wybranej formy uśmierzenia bólu. Polki mają prawo rodzić w godnych warunkach – wtedy nie będą musiały prosić o “cesarkę”.

 

Agnieszka Gabała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.