Błonica: w trumnie w komunijnej sukience


– Na pierwszym dyżurze w klinice umierało mi dziecko na gruźlicze zapalenie mózgu – wspomina pediatra prof. dr hab. n. med. Krystyna Karczewska. Przyznaje, że kiedy słyszy o kampanii przeciw szczepieniom, przeszywa ją dreszcz bólu.

Prof. Karczewska razem ze specjalistą chorób zakaźnych dr. Tadeuszem Kraweckim wystąpiła w krótkim filmie wyprodukowanym przez Śląską Izbę Lekarską “Choroby zakaźne – oni pamiętają!”. Jest elementem kampanii promującej szczepienia ochronne. Lekarze z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem zawodowym opowiadają o czasach, zanim szczepienia stały się obowiązkowe. Pamiętają jeszcze oddziały pełne chorych na koklusz, odrę czy błonicę. Dzieci, które cierpiały i nieraz umierały z powodu powikłań. Taka była rzeczywistość bez szczepionek.

Żelazne płuca

– Jako studentka i młoda lekarka widziałam wszystkie rodzaje chorób zakaźnych, z powikłaniami. Na studiach pokazywano nam tzw. żelazne płuca. Była to machina wielkości stołu, w której leżał człowiek po porażeniu typu Heinego-Medina. Nie mógł sam oddychać z powodu porażenia mięśni oddechowych – mówi w filmie związana z Tarnowskimi Górami prof. Karczewska.

Opowiada też o gruźlicy, kokluszu i odrze. Ta pierwsza choroba była kiedyś powszechna. U dzieci miała dramatyczny przebieg. Koklusz bardzo męczył pacjentów. Z powodu silnego kaszlu dzieci nieraz traciły przytomność. A lekarstwa nie było. – Przerażała mnie odra. Chore dzieci miały bardzo wysoką gorączkę, były obsypane wykwitami. Miały uporczywy kaszel. Raziło je światło, leżały w zaciemnionych salach. I najczęściej były powikłania: zapalenia płuc, ucha, mózgu. Wiele dzieci umierało w szpitalu – opowiada prof. Krystyna Karczewska.

Dr Tadeusz Krawecki wspomina dziewczynkę chorą na błonicę. Miała iść do pierwszej komunii. Mama kupiła jej piękną sukienkę. Dziewczynka bardzo się z niej cieszyła. Jednak nie dała rady pokonać choroby, na którą dziś dzieci szczepi się obowiązkowo. Mama komunijną sukienkę założyła jej do trumny.

– Dzieci umierały i zostawały kalekami. To były czasy, których młodzi rodzice nie rozumieją. Mam już siwe włosy. Pierwsze lata mojej pracy to była walka z chorobami zakaźnymi. Teraz tego nie ma. Trzeba się z tego cieszyć i to uszanować – przekonuje doświadczona pediatra.

Powikłania po ospie

Szczepienie na ospę nie jest co prawda obowiązkowe, ale jak bardzo tragiczne skutki mogą przynieść jej powikłania przekonał się Marcin Kosik i jego rodzice, tarnogórzanie. Chłopiec zachorował na ospę, ale na tym się niestety nie skończyło. Kiedy rodziców zaniepokoił jego stan, kilkakrotnie kontaktowali się z lekarzem. W końcu maluch trafił do szpitala zakaźnego w Tychach, skąd został w nocy odesłany do domu. W ciągu kilku godzin jego stan gwałtowanie się pogorszył. Siniał, pojawiła się biegunka i czarne wybroczyny na skórze. Znowu tyski szpital. Stan malucha się pogarszał. W Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka zdiagnozowano u Marcina sepsę (posocznicę). Chłopiec stracił palce obu nóg, doszło do pogorszenia wzroku, zapalenia kości kolanowej i rozległych zniszczeń w mózgu.

– Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z możliwych powikłań ospy: posocznicy i zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. A takie pojawiły się u Marcina – mówił na naszych łamach ojciec chłopca Artur Kosik. Wciąż potrzebne są kosztowne leczenie i rehabilitacja chłopca. Organizowane są różne akcje charytatywne, można też przekazywać na rzecz Marcina 1 proc. podatku, jest podopiecznym Fundacji Dzieciom “Zdążyć z Pomocą”. Więcej informacji na facebookowym profilu “Pomóżmy Marcinkowi”.

Agnieszka Reczkin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.